Reklama

Wiadomości

  • 4 lutego 2024
  • 6 lutego 2024
  • wyświetleń: 1633

[Historyczne ciekawostki] Dawne zapusty świętowano z przytupem

„Wszystko, co dobre szybko się kończy” - choć to powiedzenie niekiedy jest używane na wyrost, zawiera w sobie, bez wątpienia, sporo prawdy. Do końca dobiega również tegoroczny, stosunkowo krótki, okres karnawałowy. Przed nami jeszcze wprawdzie kilka dni, a trzeba zauważyć, że dawniej właśnie ostatnie kilka czy kilkanaście dni tego okresu, było czasem najlepszej, najintensywniejszej, a niekiedy najbardziej hulaszczej zabawy.

Zapusty w Podmoklach Wielkich - lata 50
Zapusty w Podmoklach Wielkich - lata 50 · fot. Wikimedia commons


Zapusty, bo tak nazywano ostatni tydzień karnawału (lub też tylko trzy dni przed Popielcem), były czasem zabawy dla wszystkich - starszych, młodszych, biedniejszych i tych, którzy uchodzili za bogatych i możnych. Bawiącym się, nie przeszkadzało, że zazwyczaj było mroźno, padał śnieg, wiał wiatr, tworząc zawieje i zaspy (pamiętajmy, że wtedy zimy były dużo bardziej „zimowe”, niż te obecne). Zabawa była tak dobra jak podczas słynnego już karnawału w Rio de Janeiro, czy też w Wenecji (co ciekawe, to właśnie stąd pochodzi wiele tradycji i zwyczajów, które przyjęły się na naszym gruncie).

Przyjrzyjmy się bliżej, co działo się w końcówce karnawału w Polsce. Wiele z tych zwyczajów znanych jest już tylko z nazwy, wiele będzie w ogóle nieznanych, a są też takie, które do dzisiaj z przyjemnością „praktykujemy” — kto bowiem nie lubi skosztować pysznego pączka w tłusty czwartek?

Tłusty czwartek, czyli dla każdego coś słodkiego



Tłusty czwartek otwierał obchody ostatniego tygodnia karnawału, czyli zapustów. Był to czas, w którym, niezależnie od zamożności, starano się bawić jak najweselej i jak najhuczniej. Na stołach najbogatszych osób, nie mogło zabraknąć zapustnych dań, ze szczególnym uwzględnieniem dziczyzny oraz wykwintnie przyrządzonego drobiu, np. indyki tuczone orzechami włoskimi, a później nadziewane rodzynkami i migdałami. Nie brakowało też szlachetnych trunków.

Nieco inaczej, ale również odświętnie wyglądały stoły mniej zamożnych osób. Przede wszystkim królowało jadło obficie i bogato kraszone, jak kasza i kapusta ze skwarkami. Na stołach była też słonina i sadło.

Podobnie jak dzisiaj jadano pączki, chrusty (nazywane faworkami), słodkie ciasta oraz racuchy, bliny i pampuchy. W tym zestawieniu szczególne miejsce zajmowały właśnie pączki. Cukiernicy warszawscy, od XVII i XVIII, byli dumni z doskonałości, z jaką nauczyli się je wyrabiać. Jadano je także na dworze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, zarówno w karnawale, jak i podczas słynnych obiadów czwartkowych.

Słynny niemiecki dziennikarz, a zarazem podróżnik, Fritz Wernick, w 1875 był pod wrażeniem tego, jak obchodzony jest karnawał w Polsce, a same pączki uznał za „specjał salonów godny”. Jak podawał „Kurier Warszawski”, w 1829 r. tylko cukiernicy warszawscy upiekli aż 45 tysięcy pączków.

Co ciekawe, mimo że pączki już na trwałe wpisały się w polską tłustoczwartkową tradycję, nie wiadomo, jaka dokładnie jest ich geneza. Być może przywędrowały z rejonów Turcji, a może z dużo bliższego nam Wiednia. Pewne jest to, że nawet osoby, które za słodkościami nie przepadają, lub chcą zdrowo się odżywiać, to przynajmniej w ten jeden dzień w roku, powinny skosztować tego specjału, który ponoć wtedy „nie tuczy”. Dowodem, że tak jest, niech będą liczby — co roku Polacy zjadają ok. 100 milionów pączek.

Kobiety rządzą, czyli babski comber



Wydarzeniem, podczas którego bawiły się tylko panie, i to nie byle jak, był babski comber. Pierwotnie świętowano go w Środę Popielcową, ale po protestach ze strony Kościoła, został przeniesiony na wtorek. Trzeba przy tym koniecznie zaznaczyć, że geneza tego zwyczaju, jego obchodzenie, wreszcie same nazwy, są różne, a różnice te, zależą też w dużej mierze od regionu kraju.

Przyjmuje się, że zwyczaj został „zaszczepiony” na polskim gruncie przez osadników niemieckich. Samo słowo „comber” miało pochodzić od niemieckiego Schemper - maska, lub zampern - biegać w maskach. W Poznańskiem istniała zabawa, o czym wspomina Zygmunt Gloger, nazywana cumber lub cumper.
Do czasów przed II wojną, główną przesłaniem babskiego combra, było wprowadzanie kobiet, które dopiero co wyszły za mąż, w tajniki małżeństwa. Inną odmianą świętowania, miało być zapewnienie młodym matkom, szczęścia i pomyślności w rodzinie. Wierzono, że np. podczas zabawy „na len na konopie”, tak dobrze wyrosną dzieci, jak wysoko podskoczy ich matka.

Nieco inne jest pochodzenie tego święta w rejonie Małopolski. Wedle legend, nazwa wzięła się od krakowskiego wójta Combra, który miał żyć w XVII wieku. Zasłynął on z tego, że wyjątkowo nie znosił kobiet, a w szczególności przekupek krakowskich. Miał on umrzeć w tłusty czwartek, co sprawiało, że rok rocznie kramarki krakowskie, służące i inne kobiety, urządzały zabawę. Wybierały marszałkową, dzieliły się na grupki zwane rotami, kupowały trunki, opłacały muzykantów i bawiły się w najlepsze. Ponadto na ich „celowniku” znajdowali się mężczyźni, zwłaszcza nieżonaci. To im kobiety kazały ciągać kloc drewniany, pozbawiały ich okryć wierzchnich, w zamian ubierając im słomiane wieńce, oraz zmuszały do różnych dziwnych tańców. Jedynym ratunkiem, było wykupienie się takiego nieszczęśnika pieniędzmi, które kobiety przeznaczały na dalszą zabawę.

Pogrzeb basa, „zabijanie” grajka i pijaka.

Karnawał był czasem, w którym królowała muzyka. Musiała być wesoła, skoczna i przede wszystkim głośna. Wszelkiego rodzaju kapele, zespoły, bardziej i mniej profesjonalne oraz osoby ze zdolnościami muzycznymi, miały pełne ręce roboty.

Jednak zbliżający się Wielki Post, sprawiał, że muzyka miała przycichnąć, a już na pewno nie mogła być skoczna i wesoła. Służyć miał temu obrzęd zwany pogrzebem basa. Był on praktykowany zwłaszcza na Opolszczyźnie i Śląsku, a polegał na urządzaniu żartobliwego konduktu pogrzebowego, którego głównym „bohaterem” były właśnie instrument muzyczny — bas, inaczej tuba, największy instrument w orkiestrze. Wtedy to, muzycy i członkowie kapel z wielką przesadą odkładali swoje instrumenty, chowali je do futerałów lub owijali w płótna i chowali do skrzyń, które miały symbolizować trumny. Wśród postaci biorących udział w tej ceremonii, nie mogło zabraknąć np. księdza, ministrantów, grabarza, wdowy oraz zawodzących i lamentujących (oczywiście z przesadą i na pokaz) płaczek.

Innym zwyczajem, mającym pożegnać karnawałowe przyjemności było zabijanie grajka, szczególnie popularne np. na Kujawach. Wtedy to mężczyzna przygrywający na skrzypkach w karczmie, był chwytany przez mężczyzn, wywożony poza wieś, uderzany woreczkiem, który zawierał popiół, a sam grajek wypuszczał trzymanego kota. Był on symbolem duszy, obciążonej grzechami karnawału, która opuszcza ciało. Później na tym miejscu rozpalano wielkie ogniska.
Podobną symbolikę miało „zabijanie pijaka”, praktykowane na ziemi rzeszowskiej. Postać symbolizująca śmierć, „ścinała” mężczyznę, który miał udawać pijaka, był niechlujnie ubrany i zataczał się, idąc przez wieś.

„Tańce, hulanka, swawola; ledwie karczmy nie rozwalą”



Centralnym miejscem, gdzie spędzano większość wolnego czasu w karnawale, były wszelkiego rodzaju karczmy i gospody. Również ostatnie dni tego wesołego czasu, spędzano właśnie tam. Nie mogło zabraknąć wielu ciekawych, oryginalnych, a niekiedy, powiedzielibyśmy dzisiaj, że okrutnych zabaw, obrzędów i zwyczajów.

Kujawy i Wielkopolska to te rejony, gdzie popularnością cieszył się tzw. podkoziołek. Polegał on na tym, że dziewczęta, które w czasie karnawału nie wyszły za mąż, zbierały się w karczmie, opłacały zespół i tańczyły ze sobą. Podczas każdego tańca, wrzucały pieniądze na talerz, stojący na beczce z piwem. Pod koniec karnawału na beczce stawiano figurkę chłopca lub kozła, mającą symbolizować męskość i płodność. Pieniądze, czyli jak mawiano, podkoziołek, był swoistym okupem, za wolny stan cywilny oraz uciechy z nim związane, a ponadto były składane na poczet przyszłego, jak wierzono rychłego, zamążpójścia.

Innym ciekawym obrzędem, który „finał” miał w gospodzie lub karczmie, było „wkupienie się do bab”. Miało ono na celu, oficjalne przyjęcie młodych żon, do grona mężatek-gospodyń. Właśnie gospodynie w nocy przypadającej z wtorku na Środę Popielcową, obchodziły całą wieś z wózkiem lub sankami, które były odpowiednio udekorowane i zabierały do gospody młode mężatki. Po przybyciu na miejsce musiały się one wkupić, do jak mawiano „babskiego cechu”. Najczęstszą „opłatą” był garniec wódki lub piwa. W zamian otrzymywały uściski oraz życzenia szczęścia, wszelkiej pomyślności oraz licznego potomstwa.
W dawnych czasach zupełnie inaczej patrzono na młode osoby, które nie zdecydowały się na zawarcie związku małżeńskiego, zwłaszcza w karnawale, który uznawano za czas „swadziebny”. Z tego też względu, każdy, kto nie zmienił stanu cywilnego, musiał ponieść „karę”. Bardzo często było nią, wprzęgniecie do drewnianej kłody, zwanej potocznie klocem, pniem lub kłodą popielcową (ta ostatnia nazwa pochodzi od tego, że czasami ten zwyczaj obchodzono w pierwszy dzień Wielkiego Postu, czyli Środę Popielcową). Noszenie pnia lub kloca dotyczyło zarówno kawalerów, jak i panien, choć to one były w gorszej sytuacji. Dla nich miała to być kara, za niepodjęcie trudu życia małżeńskiego, założenia rodziny i wychowania dzieci. Wykupem dla młodej kobiety miało być zafundowanie biesiadnikom mocnych trunków.

Powyższy zwyczaj z dzisiejszego punktu widzenia, może okazać się krzywdzący, a nawet okrutny. Obecnie przecież wiele osób żyje w pojedynkę, niekoniecznie z przymusu, ale z własnego wyboru. Niekiedy decydują też względy ekonomiczne, np. brak własnego mieszkania lub niezbyt wysokie zarobki.

Powyżej przedstawione zwyczaje, obrzędy i zabawy związane ze świętowaniem zakończenia karnawału w naszym kraju, to tylko niewielki wycinek z bogatej i ciekawej tradycji. Pamiętajmy, że dawniej traktowano karnawał jako czas, kiedy „więcej można”. Bawiono się hucznie, z ułańską fantazją, nierzadko przekraczając normy i granice dobrego smaku. Jednakże, gdy nadchodziła Środa Popielcowa, posypywano głowy popiołem, żałując za grzechy popełnione w tym czasie.

A jak jest dzisiaj? Są oczywiście imprezy i zabawy karnawałowe. Nieliczni potańczą pewnie na wielkim balu. Również babski comber nie jest już tak uroczyście obchodzony, choć trzeba przyznać, że w niektórych regionach, tradycja ta jest jeszcze mocno zakorzeniona i hucznie celebrowana. Dzisiaj jest to raczej okazja dla pań, by spotkać się we własnym—kobiecym gronie.

Bez względu na to, jakie mamy podejście do karnawału, warto skorzystać z tego czasu. Jest to bowiem czas inny, niezwykły, można by rzec „świąteczny”, gdyż ogólne pojęcie święta, oznacza właśnie coś, co nie jest na co dzień.

A na osłodę pozostają pyszne, tłustoczwartkowe pączki, które jak już wspomniałem, podobno w ten dzień nie tuczą, więc nie musimy martwić się kaloriami. I właśnie tego wszystkim Czytelnikom życzę.

Źródła:
Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Barbara Ogrodowska, Wyd. Sport i Turystyka MUZA SA., Warszawa 2005
https://nikidw.edu.pl/2022/02/28/babski-comber-czyli-jak-kobiety-swietuja-zakonczenie-karnawalu/
https://kultura.wiara.pl/doc/2966380.Pogrzebanie-basa

Wojciech Śliwa / bielsko.info

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "Historyczne ciekawostki" podaj

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.

Historyczne ciekawostki

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "Historyczne ciekawostki" podaj