Wiadomości

  • 9 lutego 2026
  • 19 lutego 2026
  • wyświetleń: 3467

Miasto kultury, mieszkańcy bez wsparcia? Głos czytelnika o realiach pomocy społecznej w Bielsku-Białej

Do naszej redakcji napisał mieszkaniec Bielska-Białej, podpisujący się inicjałami S.T. W swoim liście odnosi się do niedawnego tytułu Polskiej Stolicy Kultury 2026 i zestawia go z codziennymi problemami seniorów oraz osób niesamodzielnych. Zwraca uwagę na funkcjonowanie miejskiej pomocy społecznej i bariery, które - jego zdaniem - skutecznie zniechęcają część mieszkańców do korzystania z przysługującego wsparcia.

mops, miejski ośrodek pomocy społecznej
Bielski MOPS dla najbardziej potrzebujących w czasie epidemii · fot. UM Bielsko-Biała


Autor listu opisuje sytuację osób starszych, chorych i niepełnosprawnych, które muszą załatwiać formalności w kilku rozproszonych punktach MOPS, często oddalonych od siebie i trudno dostępnych komunikacyjnie. W jego ocenie system jest szczególnie trudny dla ludzi z ograniczoną mobilnością, a konieczność wielokrotnych wizyt w różnych placówkach prowadzi do rezygnacji z pomocy. S.T. stawia pytanie o priorytety samorządu: czy inwestycje w prestiżowe instytucje kultury idą w parze z zapewnieniem dostępnych usług społecznych i podstawowego bezpieczeństwa socjalnego mieszkańców.

Publikujemy w całości listu czytelnika



Piszę jako mieszkaniec, bo nie mogę patrzeć, jak władze miasta z dumą mówią o tym, że Bielsko-Biała jest Pierwszą Polską Stolicą Kultury, podczas gdy tysiące ludzi w tym mieście - samotnych seniorów, osób chorych, niesamodzielnych, niepełnosprawnych, często bez rodziny, często bez wsparcia, codziennie zmagają się z problemami, o których lokalni politycy nawet nie wspominają w publicznych wystąpieniach.

Bielsko-Biała właśnie otrzymało ogromne wyróżnienie, jesteśmy pierwszą Polską Stolicą Kultury (Polska Stolica Kultury 2026). To ogromna nobilitacja i szansa, ale czy taka kultura ma prawo nazywać się kulturową, jeśli jednocześnie nie potrafi zadbać o ludzi, których potrzebuje najbardziej?

Jaką kulturę promujemy? Kulturę, która buduje nowiutki teatr "Banialuka" za dziesiątki milionów, a jednocześnie pozwala, by starsza kobieta na balkoniku musiała pokonywać kilka kilometrów, żeby załatwić trzy różne sprawy w trzech różnych filiach MOPSu porozrzucanych po całym mieście, z kiepskim dojazdem komunikacją?

Jaką wrażliwość promujemy? Wrażliwość, w której osoba po udarze musi dwa razy przesiadać się z autobusu, żeby uzyskać dokument, który powinna dostać w jednym miejscu? Bo o tym się nie mówi. O tym się wygodnie milczy. O tym się nie robi konferencji prasowych.

78-letnia pani, która po śmierci męża została sama. Ma problemy z chodzeniem. Wyjście z domu to dla niej wyprawa na pół dnia. A ona musi jechać najpierw w jedno miejsce po informację, potem w inne po dokumenty, a potem jeszcze w kolejne, bo tak działa MOPS w Bielsku-Białej. Osoba starsza z depresją, samotnością, objawami demencji - wyjście z domu już jest ogromnym wysiłkiem, konieczność jeżdżenia po całym mieście często kończy się rezygnacją z pomocy. Takie osoby znikają z systemu, bo system jest dla nich zbyt trudny. I nikt nie wpisze tego w statystyki.

Chcę Państwa zapytać: jaka to kultura, która wydaje dziesiątki milionów na nową „wizytówkę”, a nie potrafi zapewnić, by osoba starsza nie musiała przemierzać całego miasta, aby załatwić kilka spraw w MOPS? Gdzie etyka publiczna i hierarchia priorytetów?

To nie jest krytyka kultury ani odebranie jej znaczenia. Kultura jest ważna, ale priorytety publiczne mają służyć przede wszystkim bezpieczeństwu socjalnemu i godności mieszkańców.

Budowa kosztownej instytucji kultury nie może odbywać się kosztem jakości podstawowych usług społecznych. Gdy seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami mają trudności z dostępem do świadczeń, to miasto nie realizuje podstawowej funkcji opieki publicznej. Rozproszone filie utrudniają obsługę osób niemobilnych; brak centralnej, dostępnej siedziby lub skoordynowanych punktów powoduje dodatkowe koszty i wykluczenie (transport, opieka osoby towarzyszącej).

To realne utrudnienia, nie abstrakcje. Inwestycje w „wizytówki miasta” są ważne, ale jeśli nie wprowadza się jednocześnie systemowych rozwiązań dla seniorów i niepełnosprawnych zintegrowanych filii, transportu pod drzwi, teleopieki, remontów dostępności, to mówimy o polityce, która premiuje komfort kulturalny kosztem godności ludzi. Nie proszę o odrzucenie kultury, proszę o równowagę i priorytety, które stawiają na pierwszym miejscu ludzi, a dopiero potem reprezentacyjne inwestycje. Nie możemy pozwolić, by świecidełko w centrum miasta stało się wymówką do odsunięcia na bok opieki nad najsłabszymi mieszkańcami. Tak być nie może i miasto ma obowiązek działać mądrze, sprawiedliwie i z empatią!

S.T.


Po publikacji listu, odezwał się do nas ponownie czytelnik pragnąć przedstawić jeszcze jedno zdanie w tym temacie. Jak pisze, "po publikacji mojego poprzedniego listu wydarzyło się coś ważnego. Nie tylko dlatego, że temat został podjęty przez media lokalne. Najważniejsze było coś innego - setki ludzi zgodziły się z jego treścią. W komentarzach pojawiały się słowa: „pełna zgoda”, „to prawda”, „w końcu ktoś to powiedział”. Ale pojawiło się też jedno zdanie, które nie daje mi spokoju: „Obawiam się, że jeden list nic nie zmieni.” I właśnie na to zdanie chcę odpowiedzieć".

Tak - jeden list nic nie zmieni. Ale milczenie nie zmieni absolutnie nic. Największym problemem nie jest dziś brak wiedzy.

My wiemy. Widzimy. Rozumiemy. Największym problemem jest nasza bierność. Bo co się dzieje dalej? Czy ktoś pisze do radnego? Czy ktoś wysyła maila do urzędu? Czy ktoś składa wniosek, podpisuje petycję, zadaje pytanie publiczne, umawia się na rozmowę z Prezydentem? Najczęściej - nie. I to właśnie ta cisza jest największym sprzymierzeńcem złych decyzji. Bo władza słyszy tylko to, co jest powiedziane głośno. Jeśli tysiące ludzi myślą: „to jest złe”, ale mówi o tym jedna osoba - to z punktu widzenia decydentów problem nie istnieje...

A jeśli mówi 100 osób? A jeśli 500? A jeśli temat wraca raz za razem? Wtedy nagle okazuje się, że „nie da się tego ignorować”. Nie możemy dłużej czekać, aż ktoś zrobi coś za nas. Nie „ktoś”. Nie „kiedyś”. Nie „może się zmieni”. My jesteśmy mieszkańcami tego miasta. My jesteśmy wyborcami. My jesteśmy ludźmi, którzy mają realny wpływ - tylko z niego nie korzystają.

Bo przyzwyczailiśmy się, że: „ktoś napisze”, „ktoś się odezwie”, „ktoś zawalczy”. A potem jesteśmy zdziwieni, że nic się nie zmienia.

To nie jest tylko sprawa MOPS-u. To jest sprawa tego, jakim miastem chcemy być. Czy takim, gdzie widzimy problemy, ale milczymy; zgadzamy się w komentarzach, ale nie działamy; przerzucamy odpowiedzialność na innych?

Czy takim, gdzie reagujemy, zabieramy głos, bierzemy odpowiedzialność za nasze „tu i teraz”? Bo zmiana nie zaczyna się od decyzji urzędu. Zmiana zaczyna się od presji społecznej.

Kilka prostych rzeczy, które każdy może zrobić: napisać maila do radnego ze swojego okręgu, wysłać zapytanie do urzędu, podpisać lub stworzyć petycję, nagłośnić temat w swoich mediach społecznościowych, nie odpuszczać po jednym komentarzu.

To naprawdę nie są wielkie rzeczy. Ale razem tworzą coś, czego nie da się zignorować.

I jeszcze jedno - bardzo ważne. Ten apel kieruję także do osób, które pracują w jednostkach samorządowych. Wiem, że się boicie.

Wiem, że macie rodziny, kredyty, zobowiązania. Ale to jest również Wasze miejsce pracy. Wasza codzienność. Wasze środowisko. Wasze miasto.

Jeśli coś nie działa - kto, jeśli nie Wy, ma odwagę powiedzieć o tym głośno? Nie zawsze publicznie. Nie zawsze pod nazwiskiem.

Ale milczenie niczego nie naprawi.

Teraz wszystko zależy od nas. Bo można napisać jeszcze sto listów, ale jeśli wszyscy pozostali będą tylko czytać i przytakiwać, to naprawdę nic się nie zmieni. Największą siłą mieszkańców nie jest zgoda. Największą siłą mieszkańców jest działanie.

Z poważaniem,

S.T.


Zac / bielsko.info

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.