bielsko.info - świeże spojrzenie na miasto

Reklama

Wiadomości

  • 2 stycznia 2022
  • wyświetleń: 1006

Bielszczanie mieli okazję zwiedzić Zakład Gospodarki Odpadami

Niecodzienną okazję do zwiedzenia Zakładu Gospodarki Odpadami S.A. w Bielsku-Białej mieli w listopadzie mieszkańcy miasta. Wszystko odbyło się w ramach Dnia otwartego w Wydziale Gospodarki Odpadami Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. Każda z czterech wycieczek cieszyła się ogromnym zainteresowaniem i była sposobnością do zadawania pytań pracownikom zakładu. Okazało się, że to miejsce wręcz intryguje mieszkańców, a pytaniom nie było końca.

Bielszczanie w ZGO. Niecodzienna okazja do zwiedzania
Bielszczanie w ZGO. Niecodzienna okazja do zwiedzania · fot. UM Bielsko-Biała


Bielszczanie pytali o wszystko - o bramki mierzące promieniowanie, składowanie śmieci, liczbę osób pracujących w zakładzie i ich kwalifikacje, a także o to, jakie oczekiwania należy spełnić, aby zdobyć zatrudnienie w ZGO. Pytali również o to, czy myć odpady, o awarie maszyn i dziwne znaleziska w śmieciach. Odpowiedzi na wszystkie zagadnienia cierpliwie, rzeczowo i bardzo kompetentnie udzielał przedstawiciel Zakładu Gospodarki Odpadami w Bielsku-Białej Piotr Prochot.

Już przy wejściu padło pytanie o to, czy w zakładzie zamontowane są bramki mierzące promieniowanie. Okazało się, że takie urządzenia wymagane są tylko w instalacjach termicznego przekształcania odpadów, a w zakładach gospodarki odpadami już nie.

Było też wiele pytań o same śmieci. Bielszczanie chcieli wiedzieć m.in. czy przywożone odpady trafiają bezpośrednio do hali, czy są gdzieś składowane. - Śmieci trafiają do hali na bieżąco. Pojemność magazynu jest taka, jaka jest, i na bieżąco musimy je przetwarzać. Zakład pracuje na dwie zmiany, instalacja jest jedna, ale zautomatyzowana, w związku z tym robimy to tak, że parę dni zbieramy papier, a przetwarzamy odpady zmieszane i potem odwrotnie. W ciągu drugiej zmiany się przestawiamy - tłumaczył Piotr Prochot.

P. Prochot odpowiedział też na pytanie, co dzieje się z odpadami zmieszanymi. - Pozostałości po segregowaniu trafiają do nas razem z odpadami od osób, które nie chcą sortować śmieci albo je źle sortują. W sensie kodyfikacji to są dalej zmieszane odpady komunalne. W związku z tym trafiają one w jedno miejsce i są przetwarzane odrębnym programem technologicznym. Jest w nich zawsze jeszcze trochę surowców do odzyskania i my to robimy. One są oczywiście gorszej jakości - mówił.

Odpowiedzi na pytania o opróżnianie zawartości butelek przed wyrzuceniem ich do śmieci i tego, czy powinniśmy myć np. kubek po śmietanie były okazją do apeli do mieszkańców. - Zachęcam państwa do tego, aby opróżniać wszystkie opakowania, bo jeżeli zostawimy butelkę PET do połowy z płynem, to ona przez nasze taśmy niespecjalnie będzie chciała przejść. Z każdego wznoszącego się podajnika będzie się staczać. Stąd zachęta do opróżniania i zgniatania - dzięki temu butelka będzie płasko położona na linii sortowniczej. Jeśli natomiast w środku jest jakiś płyn, to butelka się toczy i trafia do frakcji balastowej. Nie jest w stanie przejść całego ciągu technologicznego i albo na sicie, albo w pierwszym etapie, chociażby wznoszącego podajnika, musi spaść. A frakcja balastowa trafia na składowisko. To jest jedyny sposób jej zagospodarowania. Część jeszcze wysyłamy - takiej najbardziej kalorycznej - na zewnątrz do instalacji termicznego przekształcania czy ewentualnie do produkcji paliwa. Ale z tym jest ogromny problem, bo takich instalacji w kraju nie ma - mówił przedstawiciel ZGO.

Bielszczanie w ZGO. Niecodzienna okazja do zwiedzania
Bielszczanie w ZGO. Niecodzienna okazja do zwiedzania · fot. UM Bielsko-Biała


Kolejny apel dotyczył niemycia śmieci specjalnie. - Opróżnijmy taki kubek po śmietanie maksymalnie jak się da, ale nie myjmy go celowo. Zawsze przy zlewie jest trochę brudnej wody i zużytą wodą można przepłukać taki kubek. Na pewno nie zużywajmy do tego czystej wody. Ale czyszczenie jest ważne, bo gdyby ten jeden kubek został wrzucony do śmieci z resztką śmietany, to zanieczyści nam cały worek - dodał P. Prochot.

Z odpowiedzi na kolejne pytania dowiedzieliśmy się, że linię sortowniczą obsługuje 30 osób i nie ma specjalnych wymagań od kandydatów do pracy w takim miejscu. Na pewno kandydaci muszą być zdrowi i przejść badania lekarskie. Jest natomiast jeden dość specyficzny warunek - osoba zatrudniona przy linii nie może mieć zawrotów głowy, gdy widzi przesuwająca się taśmę. Nie mogą tu też pracować osoby chore na padaczkę. Dlaczego? Przesuwająca się taśma może być bodźcem do wywołania ataku tej choroby. Pozostali pracownicy ZGO - operatorzy ładowarek czy innych urządzeń - muszą mieć przynajmniej podstawowe kwalifikacje. Wszyscy natomiast przechodzą szkolenia stanowiskowe. Warto dodać, że z prawnego punktu widzenia praca w zakładzie nie jest pracą w warunkach szkodliwych.

- Natomiast jeśli chodzi o bardziej wykwalifikowaną kadrę, to przydałby się nam automatyk z prawdziwego zdarzenia. Szukamy. Jeśli ktoś jest chętny, zapraszamy, od jutra nawet - zakończył temat zatrudnienia oprowadzający. W związku z tym, że zakład nie ma miejsca na magazynowanie przywiezionych dopiero co odpadów, ciekawe były również pytania o awarie maszyn. Co się dzieje, jak taśma stanie?

- Awarie zdarzają się co jakiś czas - przyznał P. Prochot. - Na szczęście mamy tak to wszystko skonfigurowane, że przestoje trwają jedną zmianę i jesteśmy gotowi. Nie możemy sobie pozwolić na więcej. Mało tego, każdą standardową sobotę, a nawet niedzielę wykorzystujemy na postoje i remonty. Owszem, mieliśmy ostatnio awarię prasy. To była kompletna katastrofa. Ostatnia nitka, czyli wszystkie materiały posortowane na linii zapełniły boksy i nie mogliśmy ich sprasować. Co dalej zrobić? Nie ma gdzie tego gromadzić. Prasa musi to sprasować, bo taki boks zapełnia się odpadem w dwie, trzy godziny i po tym czasie musimy zatrzymać linię. Prasa rzeczywiście dała nam ostatnio popalić, ale udało się ją naprawić w sześć-siedem godzin, a zdawało się, że może to trwać nawet kilka dni - dodał.

Były też pytania o dziwne znaleziska w śmieciach. - Nie mieliśmy jeszcze takiej sytuacji, jak w innych zakładach, że np. w śmieciach znaleziono poduszkę z pieniędzmi albo coś w tym rodzaju - stwierdził ze śmiechem przedstawiciel ZGO. - Ale niestety mamy dziwne znaleziska. Niedawno mieliśmy do czynienia z miną wojskową - taki dysk, UFO o średnicy 40/50 centymetrów. Na szczęście okazało się, że była to mina ćwiczebna i zagrożenia nie było, ale z naszego punktu widzenia każda taka sytuacja uruchamia pełną procedurę, czyli czekanie na policję, saperów, ewakuację ludzi i zatrzymanie linii. A jak się ma pecha i takie znalezisko wypłynie o złej godzinie, to czeka się do następnego dnia. Przed biurowcem mamy wystawę ciekawszych elementów, które znaleźliśmy w śmieciach - łańcuch sędziego z orłem jeszcze bez korony (pewnie dlatego został tak zutylizowany) czy maszyny do pisania - mówił P. Prochot.

Z tego tytułu, że Zakład Gospodarki Odpadami S.A. obsługuje Bielsko-Białą i 9 gmin powiatu bielskiego, pojawiło się też pytanie o to, czy któraś z gmin segreguje odpady lepiej bądź gorzej. P. Prochot stanowczo zaprzeczył, ale równocześnie zauważył, że podział jest inny. Ewidentna różnica w podejściu do segregacji jest bowiem widoczna pomiędzy zabudową jednorodzinną i zabudową wielorodzinną. Jak się okazuje, zbiorowa odpowiedzialność nie sprzyja temu, aby frakcje były dobrze oddzielone.

Były też rozmowy o pieniądzach. A konkretnie, czy na śmieciach można zarobić? - Jest część surowców, za które dostajemy pieniądze, dzięki temu obniżamy koszty funkcjonowania instalacji i automatycznie opłatę dla mieszkańców. Ale jest też dalej część frakcji odpadów, za które trzeba płacić i to ogromne kwoty. Najgorsza jest frakcja energetyczna, gdzie do tony dopłacamy około 500 zł. Poza tym wszystkie frakcje folii, które są wydzielane w instalacji sortowniczej - do nich też w tej chwili trzeba dopłacać ogromne pieniądze, jeżeli w ogóle znajduje się chętny na ich odbiór - tłumaczył przedstawiciel ZGO.

Jeśli zakład nie znajdzie odbiorcy, czeka i napełnia magazyny. Energia i praca ludzi włożona w wydzielenie surowca nie może się zmarnować. W związku z tym odbiorcy są poszukiwani i w Polsce, i za granicą. Nierzadko część bielskich śmieci jedzie prosto do instalacji za granicą - na Słowację, do Rumunii czy na Litwę, bo u nas akurat nie ma chętnych na ich odbiór i przetworzenie.

Okazja do kolejnego zwiedzania bielskiego ZGO już za rok.

mp / bielsko.info
źródło: UM Bielsko-Biała

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.