Rozrywka

  • 17 lutego 2024
  • 29 lutego 2024
  • wyświetleń: 3410

Marszałkini i chirurżka. O języku inkluzywnym w Książnicy Beskidzkiej

W Książnicy Beskidzkiej odbył się panel dyskusyjny "Językowa wrażliwość". Dotyczył języka inkluzywnego, który wciąż wywołuje wiele emocji i paradoksalnie zdarza się, że staje się źródłem konfliktu.

O języku inkluzywnym w Książnicy Beskidzkiej · fot. Paweł Sowa / Wydział Prasowy UMBB


Wydarzenie było organizowane wspólnie przez Książnicę Beskidzką, Dom Kultury im. Wiktorii Kubisz i Punkt 11 w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Cieszyło się dużym zainteresowaniem - przyszło kilkadziesiąt słuchaczy i słuchaczek.

O języku wrażliwym czyli inkluzywnym mówiły trzy osoby eksperckie. To językoznawczyni, doktorka nauk humanistycznych, profesorka Uniwersytetu Śląskiego i prezeska Zarządu Fundacji Wiedzy i Dialogu Społecznego AGERE AUDE Katarzyna Sujkowska-Sobisz; absolwentka historii sztuki i specjalizacji kuratorskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracująca w Galerii Bielskiej BWA i współtworząca katowicką scenę queerową Paulina Darłak oraz polonista, redaktor inicjująco-prowadzący wydawnictwa W.A.B., nauczyciel akademicki, popularyzator wiedzy o języku polskim, instruktor pisania i dwukrotny mówca TEDx Maciej Makselon.

Podczas panelu nie zabrakło pytań od publiki, bo kto z nas chociaż przez chwilę nie zastanawiał się nad feminatywami (żeńskimi formami gramatycznymi nazw zawodów i funkcji) i nie wykłócał na ich temat. Tymczasem feminatywy to tylko początek problemu - do rozważenia są jeszcze osobatywy (konstrukcje typu: osoba + imiesłów, osoba + przymiotnik, zupełnie nie wskazujące na płeć), neutratywy (neutralne wersje słów - np. nazwy zawodów, analogicznie do feminatywów) czy maskulatywy (antonim feminatywów, formy męskie).

Co to jest język inkluzywny?

Zaczęło się od tego, że osoby eksperckie tłumaczyły publiczności, co w ich mniemaniu oznacza pojęcie języka inkluzywnego. Temat nie jest nowy. W Bielsku-Białej już kilka miesięcy temu, w Punkcie 11, odbyły się warsztaty na ten temat prowadzone przez jedną z ekspertek panelu Paulinę Darłak.

- Już wtedy mówiliśmy o tym, że język inkluzywny to przede wszystkim język włączający, niedyskryminujący nikogo, niestygmatyzujący, wychodzący poza stereotypy i - co wydaje się najważniejsze - oparty na wrażliwości i szacunku do wszystkich osób. Tak w dużym skrócie - przypomniała na początek P. Darłak.

Językoznawczyni Katarzyna Sujkowska-Sobisz dodała do tego poczucie komfortu w języku.

- Czy jest możliwe, żebyśmy wszyscy czuli się dobrze? - pytała. - Na przykład ja lubię o sobie myśleć: wykładowczyni, językoznawczyni, prezeska; wolę to niż wersje prezes, językoznawca. Ale to ja tak lubię. Są kobiety, które mówią - ja wciąż chciałabym o sobie myśleć: prezes, wykładowca, językoznawca - boli mnie, kiedy mówisz do mnie albo o mnie w sytuacji publicznej: językoznawczyni czy wykładowczyni. W takiej sytuacji ta osoba nie czuje się dobrze, nie ma komfortu - stwierdziła K. Sujkowska-Sobisz.

Polonista Maciej Makselon wyraził wątpliwość, czy język inkluzywny powinien włączać na siłę, bo jego zdaniem, włączanie na siłę to pewnego rodzaju przemoc językowa. Powinniśmy więc mówić nie o języku włączającym, a raczej niewykluczającym, języku opartym na podstawowej empatii.

Aby wyjaśnić swoje stanowisko, Makselon przytoczył niedawną sytuację z byłą marszałkinią Sejmu Elżbietą Witek.

- Zapytana przez dziennikarkę - czy nadal chciałaby pani być marszałkinią? - oburzyła się i powiedziała, że ona nie chce być w ten sposób nazywana. Ktoś stwierdził, że pani marszałek nie ma prawa decydować, jak dziennikarki, dziennikarze mają do niej mówić - opowiadał. - To jest dokładnie taka sama sytuacja, jak gdybym ja powiedział, że nie chcę, żeby do mnie mówić Maćku albo Maciusiu, bo wolę formę Macieju, a ktoś w rozmowie konsekwentnie mówiłby do mnie Maciusiu. Byłoby to nie tylko niekulturalne, ale również przemocowe. Dlaczego używać formy, z którą ktoś czuje się źle? Można odbić piłeczkę - ta osoba może powiedzieć - bo ja nie lubię formy Macieju. Tylko ta forma nie dotyczy tej osoby. Ja też nie lubię formy pani marszałek, bo dla mnie to robienie szmaty z gramatyki języka polskiego, jednak to nie mnie ta forma dotyczy. Dlatego przełknę, choć moje polonistyczne ucho będzie cierpiało, zwrot pani marszałek albo marszałek powiedziała, bo nie mnie ta forma dotyczy - skwitował.

W języku jest ślad tego, co wydarzyło się i sto, i dwieście i pięćdziesiąt parę lat temu też. W większości już wiemy, że w międzywojniu feminatywy miały się w naszym kraju bardzo dobrze, były powszechnie używane. Wyparł je system powojenny, kiedy zmieniło się myślenie o kobiecie. To z tamtych czasów pochodzi przekonanie, że nazwy zawodów w formie żeńskiej obniżają ich rangę.

- W tym momencie najważniejsze jest to, co czujemy, gdy rozmawiamy ze sobą nawzajem i to nie konsekwencja językowa jest tu kluczowa, a różnorodność. Mamy się odnajdywać w różnorodności - mówiła P. Darłak.

Zaimki

Receptą na odnajdywanie się w różnorodności, zdaniem Pauliny Darłak, są zaimki. Od nich powinniśmy zacząć, żeby mieć jasność, jak określa się osoba, z którą rozmawiamy.

- Ja używam wobec siebie zaimków żeńskich: ona, jej, okazjonalnie męskich: on, jego, a także neutralnych. Nie można mnie zgenderować - skwitowała.

Na zaczepny zarzut M. Makselona, że tego typu praktyki mogą wprowadzać do rozmowy swego rodzaju nienaturalność, zapytała natychmiast: - Pytanie o imię też jest swego rodzaju nienaturalnością? Zaimki są kluczowe, bo jeśli będziemy polegać na domyślności, możemy popełnić błąd. Mamy feminatywy, mamy formy neutralne. Ta mnogość w niczym nie przeszkadza. Jesteśmy na etapie poszukiwania i niech ono trwa - stwierdziła.

Początki są trudne

Dopóki się do czegoś nie przyzwyczaimy, jest to dla nas dziwne. Dotyczy to także języka. Subiektywne poczucie dziwności - zdaniem prelegentów - nie musi powodować u kogoś dyskomfortu, nawet jeśli dana osoba miałby wychodzić poza swoje doświadczenie.

Poczucie dziwności często wynika też z braku głębszej refleksji… Bo weźmy na przykład takie sytuacje, wprost z otaczającego nas życia wzięte:

- Wielokrotnie słyszałem, że osobatywy to wydziwianie - osoby studiujące? Jak to brzmi? - pytał M. Makselon. - Dziś jechałem do was pociągiem i na każdej stacji słyszałem: osoby wysiadające uprasza się o zabranie bagaży. I w niczym nam to nie przeszkadza. A nagle osoby studiujące czy osoby słuchające przeszkadzają? Kiedy idziemy na wesele, to dostajemy zaproszenie z osobą towarzyszącą. I ta forma jest inkluzywna, nie tylko ze względu na to, że nie wskazuje płci, ale też dlatego, że osobą towarzyszącą może być przyjaciel, koleżanka, narzeczony, narzeczona itd. I nie przeszkadzają nam w niczym te formy - mówił.

- Na przykład jeśli w zaproszeniach zastosujemy trzy formy: żeńską, męską i osobatywną - osoby niebinarne (nieutożsamiające się ani z płcią męską, ani z żeńską, wychodzące poza binarny podział) otrzymają informację, że są zaproszone i mogą w danej przestrzeni czuć się komfortowo - wskazała P. Darłak.

Rady

Po panelu w Książnicy Beskidzkiej możemy w formie cytatów przytoczyć kilka rad dotyczących stosowania języka inkluzywnego.

M. Makselon: Inkluzywność powinna polegać na niestawianiu siebie w konwersacji na pierwszym miejscu; powinniśmy myśleć również o komforcie drugiej strony. O swoim własnym też, ale nie kosztem innej osoby.

K. Sujkowska-Sobisz: Zderzenie [z językiem inkluzywnym] po raz pierwszy może budzić wątpliwości. Chodzi o świadomość, że to może być moje, jeśli to wielokrotnie usłyszę i stanie się to dla mnie czymś bardziej naturalnym.

P. Darłak: Osoby kwestionujące to nazewnictwo sprowadzają wszystko do kategorii śmieszności. Ale trzeba przez to przebrnąć. Niektóre rzeczy, które kiedyś nas śmieszyły, teraz nas nie śmieszą. I to jest ta wrażliwość - pewne rzeczy po prostu nie są śmieszne.

K. Sujkowska-Sobisz: Rozumiem inkluzywność tak, że pytam: jak się czujesz? - jeśli chcesz być prodziekanką to proszę, jeśli prodziekanem - nie ma problemu.

M. Makselon: Język inkluzywny polega też na tym, żeby nie używać form, które stygmatyzują, obrażają czy ograniczają postać do jednej cechy - np. nie do końca pozytywnej. I tutaj mamy przykład osób niepełnosprawnych - to określenie sprowadza całą osobę do jednej cechy, tak jakby ta jedna cecha była determinująca. Stąd pomysł na używanie formy: osoby z niepełnosprawnością.

kr / bielsko.info

źródło: UM Bielsko-Biała, Książnica Beskidzka

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.