bielsko.info - świeże spojrzenie na miasto

serwis foto

Reklama

Foto

  • 4 września 2022
  • 9 września 2022
  • wyświetleń: 4529

Dlaczego nie było bitwy o Bielsko?

Wyremontowany schron żelbetowy - 31.08.2022 · fot. bielsko.info
W chwili wybuchu II wojny światowej polscy żołnierze szykowali się do walki w obronie Bielska. Powstrzymać nacierających Niemców pomóc miały im zbudowane na przedpolach miasta schrony bojowe, przygotowane okopy dla piechurów i zamaskowane stanowiska karabinów maszynowych. Jednak do bitwy o Bielsko nie doszło, a Wehrmacht wkroczył do niebronionego grodu już 3 września. Dlaczego tak się stało?

Lotnisko w Międzyrzeczu
Lotnisko w Międzyrzeczu - zdj.ilustracyjne · fot. coollib.com


W niemieckich przygotowaniach do wojny z Polską Bielsko, a dokładniej mieszkający w mieście i jego okolicy niemieccy sympatycy nazizmu, odgrywali bardzo istotną rolę. Między innymi dlatego, że zbierali dla Abwehry, czyli niemieckiego wywiadu wojskowego, informacje dotyczące polskich przygotowań obronnych. Ale równie ważne było inne zadanie. Otóż Adolf Hitler potrzebował pretekstu, który odpowiedzialność za rozpoczęcie zbrojnego konfliktu zrzuciłby na stronę polską. Mówiąc wprost chodziło o prowokację wskazującą rzekome prześladowania mniejszości niemieckiej w II Rzeczypospolitej.

Zadanie to spocząć miało między innymi na barkach zorganizowanego przez bielskich Niemców oddziału ochotniczego, czyli Freikorpsu, który w konspiracji przygotowywał się do zbrojnego wystąpienia przeciwko polskim żołnierzom. Latem 1939 roku oddział ten liczył ponad 200 osób więc potencjalnie stanowił znaczną siłę.

Planowano, że bielski Freikorps dokona kilku zamachów bombowych, które niemiecka propaganda wykorzysta do nagonki na Polskę aby usprawiedliwić atak na wschodniego sąsiada III Rzeszy. Na celowniku dywersantów znalazła się znajdująca przy ulicy Cieszyńskiej siedziba zarządu mocno związanej z nazistami Partii Młodoniemieckiej, redakcja gazety tej partii przy ulicy Celnej oraz willa przywódcy bielskich nazistów Rudolfa Wiesnera przy ulicy Sobieskiego. Do bombowych zamachów jednak nie doszło. Dlaczego? Bo rękę na pulsie trzymał polski kontrwywiad wojskowy, który poznał niemieckie plany i aresztowaniami osłabił dywersyjną siatkę.

Bielska, Białej oraz południowej części ówczesnego województwa śląskiego i południowo-zachodnich krańców województwa krakowskiego bronić miała Grupa Operacyjna „Bielsko” pod dowództwem generał Mieczysława Boruty-Spiechowicza, wchodząca w skład Armii „Kraków”. Strategiczne plany dotyczące samego Bielska zakładały, że Niemcy dotrą w jego okolice od strony Cieszyna. Ponieważ zamierzano miasta bronić, więc na północno-zachodnich i zachodnich przedpolach przygotowano umocnienia. Ich głównym punktami miały być betonowe schrony bojowe (które do dziś znaleźć można na przykład w Starym Bielsku i Wapienicy), wzmocnione okopami piechoty i zamaskowanymi stanowiskami ciężkich karabinów maszynowych. Przygotowano też zapory przeciwczołgowe zbudowane z belek drewna i kolczastego drutu. Niemiecki wywiad od swoich agentów miał dość dokładne informacje na temat polskich umocnień i oceniał je jako słabe, przeznaczone jedynie do spowolnienia marszu Wehrmachtu w głąb Polski i niezdolne do zatrzymania wojsk III Rzeszy na przedpolach Bielska.

Ale budowa umocnień polowych nie była jedynym pomysłem polskich sztabowców na zwiększenie militarnego potencjału Bielska i jego okolic. Innym rozwiązaniem było ulokowanie pod koniec sierpnia na lotnisku w Aleksandrowicach tak zwanej zasadzki, czyli czterech samolotów myśliwskich P.11c. Warto dodać, że dowódcą tej formacji był Wacław Król, jeden z asów polskiego lotnictwa czasów II wojny światowej. W czasie powietrznej bitwy o Anglię był on pilotem słynnego polskiego 302 dywizjonu myśliwskiego, a potem jego dowódcą. Zmagał się również z Niemcami i Włochami pod niebem Afryki w ramach tak zwanego Cyrku Skalskiego, czyli Polskiego Zespołu Myśliwskiego. Zadaniem polskich myśliwców bazujących na lotnisku w Aleksandrowicach było przeganianie niemieckich samolotów zwiadowczych zapuszczających się nad terytorium Polski. Nie było to łatwe biorąc pod uwagę fakt, iż polskie samoloty były przestarzałe i wolniejsze od maszyn wroga.

1 września 1939 roku mieszkańcom Bielska wojna dała znać o sobie wczesnym rankiem hukiem głośnych eksplozji. To niemieckie bombowce, które przypuszczalnie miały zaatakować polskie pozycje w rejonie Wadowic, z powodu mgły i złej widoczności omyłkowo zrzuciły bomby w rejonie Błoni. Wielu bielszczan odgłosy eksplozji wzięło za wojskowe ćwiczenia, jednak szybko zrozumieli swoją pomyłkę..Pierwszy dzień wojny był wyjątkowo pracowity dla pilotów zasadzki z Aleksandrowic. Zaczęło się bardzo dobrze, od zestrzelenia, a mówiąc dokładniej uszkodzenia i zmuszenia do awaryjnego lądowania w rejonie Pawłowic, niemieckiego samolotu zwiadowczego Henschel Hs-126. Był to pierwszy wojenny sukces wspomnianego Wacława Króla, który w chwili zakończenia światowego konfliktu miał na koncie dziewięć pewnych zestrzeleń wrogich maszyn oraz trzy prawdopodobne.

Na Henschla Hs-126 polscy piloci startujący z Aleksandrowic natknęli się również w rejonie Ustronia - Goleszowa. Doszło do ostrzelania wrogiej maszyny, a myśliwcom z biało-czerwonymi szachownicami na skrzydłach przypisano powietrzne zwycięstwo. Obecnie część historyków badających okres kampanii wrześniowej kwestionuje zestrzelenie tego niemieckiego zwiadowcy. Ich zdaniem zaatakowany nad Śląskiem Cieszyńskim Henschel - choć być może uszkodzony - wrócił bezpiecznie na macierzyste lotnisko. Nikt za to nie kwestionuje trzeciego sukcesu polskiej zasadzki jakim było strącenie niemieckiego bombowca typu Dornier. Do powietrznej walki doszło w rejonie Skoczowa, a trafiony celnie niemiecki samolot poleciał w stronę Beskidów. Jego załoga wyskoczyła na spadochronach nad Brenną i trafiła do polskiej niewoli, natomiast dymiąca maszyna rozbiła się gdzieś w górach.

Dlaczego nie było bitwy o Bielsko?
Dlaczego nie było bitwy o Bielsko? - zdj.ilustracyjne · fot. Sławomir Horowski


Ten zestrzelony Dornier to zresztą dzisiaj rodzaj świętego Graala lokalnych poszukiwaczy historycznych artefaktów, którego szczątków wielu tropiło, ale nikt dotąd nie znalazł. Wyjaśnienia zagadki wydają się dwa. Jedno, ekscytujące ale mało prawdopodobne jest takie, iż bombowiec rozbił się w jakimś trudno dostępnym i nieodwiedzanym rejonie Beskidów, gdzie do dzisiaj czeka na swojego odkrywcę. Dużo bardziej realna wersja wydarzeń jest taka, że Niemcy po zajęciu Śląska Cieszyńskiego po prostu zabrali wrak Dorniera.

Gdyby jednak znać miejsca uderzenia bombowca w ziemię, to poszukiwania tam jakiś jego resztek nie byłyby pozbawione szansy na sukces. Tyle tylko, że to miejsce jest tajemnicą. Tak więc pierwszy dzień wojny pilotom startującym z lotniska w Aleksandrowicach przyniósł dwa, a być może trzy powietrzne triumfy. Straty własne, to jedna maszyna uszkodzona podczas lądowania. Kiedy na rozkaz dowództwa pod koniec pierwszego dnia wojny polskie myśliwce opuściły Aleksandrowice, na lotnisku pozostał jeden P.11c ze złamanym podwoziem.

Drugi dzień wojny dla Grupy Operacyjnej „Bielsko” przyniósł bardzo złą wiadomość - w rejonie Pszczyny Niemcy przełamali polski front co groziło odcięciem GO „Bielsko” od reszty sił Armii „Kraków”. Stąd podjęta wieczorem 2 września decyzja o odwrocie zagrożonych polskich oddziałów na wschód. Dlatego też polscy żołnierze opuścili bojowe schrony oraz okopy na przedpolach Bielska zostawiając Niemcom otwartą drogę do miasta. Odwrót, który miał miejsce w nocy z 2 na 3 września, nie odbył się bez przykrej niespodzianki.

Bielski Freikorps choć osłabiony sierpniowymi aresztowaniami, dał jednak o sobie znać. W kilku miejscach Bielska i Białej do wycofujących się żołnierzy z orzełkami na hełmach otwarto ogień. Ale ta niemiecka dywersja nie była silna i polskie wojsko szybko się z nią rozprawiło. Aby utrudnić wrogowi komunikację polscy saperzy wysadzili tunel kolejowy biegnący pod centrum miasta. 3 września Wehrmacht wkroczył do niebronionego Bielska owacyjnie witany przez część niemieckich mieszkańców miasta.

W tym samy dniu doszło do najbardziej dramatycznej walki stoczonej przez polskich żołnierzy w naszym regionie. Chodzi oczywiście o obronę bojowych fortów w Węgierskiej Górce, których załogi w osamotnieniu próbowały zatrzymać potężne siły wroga. Walka, choć zakończona porażką Polaków, dumnie zapisała się w historii jako „Westerplatte południa”. Polegli w bitwie obrońcy Węgierskiej Górki spoczywają na wojskowym cmentarzu w Bielsku-Białej.

Autor powyższego artykulu jest historykiem i nauczycielem w II LO im. A. Asnyka w Bielsku-Białej.

Sławomir Horowski

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.